Dzień wcześniej nie dałem rady, więc dzisiaj nie było już odwrotu. Ponieważ widziałem wcześniej kilka zdjęć, wiedziałem, że i ja muszę zobaczyć wschód słońca nad Gangesem. Więc początek dnia ciężki, bo pobudka o piątej rano. Gdyby słońce chciało współpracować i później wschodzić, to byłoby cudownie. No ale na to niestety nie mogłem liczyć 😂. Gdy jednak wyjrzałem za okno mój entuzjazm trochę opadł. Widok bowiem nie zachęcał, wydawało się pochmurno, ale
mimo wszystko poczłapałem. I dobrze zrobiłem, bo gdy po kilku minutach
dotarłem nad rzekę, to najpierw mnie zatkało, potem natychmiast do końca
przetrzeźwiałem (ze snu oczywiście), a potem zatkało mnie jeszcze raz

. Widok był cudowny. Ludzie kąpiący się w rzece, łodzie, wioślarze przygotowujący się do wypłynięcia na tle niesamowitych barw słońca wynurzającego się zza przeciwległego brzegu były więcej niż warte tak wczesnego wstania.
 |
| Pielgrzymi kąpiący się o wschodzie słońca |
 |
| Łodzie przy brzegu |
 |
| Wioślarz szykujący się do wypłynięcia |
Ale jak wszyscy twierdzą wschód trzeba podziwiać z rzeki, więc ruszyłem
na poszukiwania łódki. Nie musiałem z resztą nawet za bardzo się starać,
bo wioślarze szybko sami mnie znaleźli. Ja jednak chciałem popłynąć z
mojego ghatu Assi, aż do ghatu Scindia (to jeden za Manikarniką, ten z
przechyloną świątynią). Gdy zapytałem o ceny, to pojawiły się jakieś
kompletnie zaporowe jak na Indie. To co prawda około godziny wiosłowania
z prądem, ale z powrotem większość korzysta z holu kolegów po fachu
posiadających łodzie z motorkiem.