Indie, Nepal

wtorek, 11 lutego 2020

Vagator, czyli jedna z perełek Goa.

Po 10 godzinach nocnej jazdy całkiem wyspany wysiadłem w Panaji, stolicy najmniejszego stanu Indii - Goa. Goa choć jak na Indie malutkie, to w sezonie jest szalenie popularne wśród turystów, bo oferuje wiele miejsc z jednymi z najładniejszych plaż w kraju. Są one jednak bardzo różne, także wybór pomiędzy nimi jest naprawdę ciężki. Większość ludzi przyjeżdżających tu w sezonie dokonuje wyboru kierując się tym, czy chcą poimprezować bardziej, czy też raczej szukają spokoju 😀. Teraz jednak trwała jeszcze pora monsunowa, turystów na Goa było jak na lekarstwo , a ja wysiadając z autobusu ciągle nie byłem zdecydowany gdzie chcę pojechać. Wahałem się między kilkoma miejscowościami, bo jestem typem totalnie nieplażowym, więc myślałem głównie o ładnych widokach. Więc jeszcze na dworcu siedziałem i przeglądałem zdjęcia z Goa w necie, szukając tego właściwego, gdy oczywiście zaczepił mnie jakiś Hindus standardowo prosząc o selfi. Gdy w krótkiej rozmowie wydało się, że nie mam konkretnego celu, to usłyszałem "Stary, jedź do Vagatoru, tam jest pięknie 😀". Trochę później przekonałem się o tym, że tak jest faktycznie.

Ozran Beach

wtorek, 14 stycznia 2020

Hampi - na drugim brzegu rzeki

Drugi dzień w Hampi postanowiłem poświęcić głównie na odwiedzenie drugiego brzegu rzeki Thungabadry, czyli świątynię Hanumana i wioskę Anegundi. Ale jeszcze wcześniej zaparłem się, żeby zobaczyć wschód słońca ze wzgórza Matanga wznoszącego się nad Hampi. W tym celu wstałem o piątej rano i w towarzystwie kilku innych zapaleńców podążyłem w jego kierunku. Zanim jednak dotarłem do jego podnóża zatrzymał mnie widok ciekawego stworzonka (jeśli czytaliście wcześniejsze artykuły, to wiecie, że jestem zoologicznym maniakiem 😂). Długaśny krocionóg (ok. 20 cm) spacerował sobie spokojnie w poprzek drogi, więc nie omieszkałem strzelić mu fotki. Gdyby ktoś kiedyś na takiego się natknął, to od razu uspokajam, że są zupełnie niegroźne. No chyba, że ktoś go zje, bo są trujące. Jak się trochę później okazało, żyło ich tu znacznie więcej.

Krocionóg (telefon ma 12 cm długości)
Potem już w półmroku zacząłem się wspinać na wzgórze. Choć nie jest ono bardzo wysokie, to mniej więcej od połowy wysokości wchodzenie nie jest łatwe, bo jest dość stromo, a wchodzi się po śliskich głazach. Na szczęście w niektórych są wyciosane prowizoryczne stopnie.

wtorek, 19 listopada 2019

Hampi - w księżycowej krainie

Wieczorem w Mysore zapakowałem się w autobus jadący do Hospet. Miasteczka leżącego najbliżej Hampi, dawnej stolicy królestwa Widżajanagaru. O ile jednak podczas ostatniego przejazdu zostałem zaskoczony komfortem autobusu, to tym razem wróciłem już na ziemię. Tradycyjnie kupiłem bilet na zwykły, nieturystyczny, jakimi już jeździłem wiele razy, ale wiedząc o tym, że podróż ma trwać 10 godzin, to gdy podjechał nawet ja się zdziwiłem. Pamiętacie nasze stare Jelcze "ogórki", które kiedyś, kiedyś jeździły po naszych miastach? Jeśli nie, to poszukajcie w google jak wyglądały w nich siedzenia, bo właśnie na takim miałem spędzić podróż 😂. Karnataka (bo to był autobus ich stanowego przewoźnika), to chyba najgorszy stan pod tym względem w Indiach. No może jeszcze Maharasztra może się równać 😀. No ale podróż udało się jakoś przeżyć i choć trochę zmordowany, to praktycznie planowo wysiadłem w Hospet. Stamtąd identycznym autobusem pojechałem już do samego Hampi. Na szczęście tym razem było to już tylko pół godzinki. Jadąc nie mogłem się już doczekać zobaczenia niesamowitych krajobrazów, które wcześniej oglądałem na zdjęciach w internecie. I pierwsze z nich zobaczyłem praktycznie po chwili, gdy autobus wjechał w okolicę usianą fantazyjnymi skałami i głazami, dosłownie jakby przeniesioną z Księżyca.

Okolica Hampi
Po chwili już jednak wysiadałem w Hampi na placu przy kilku budkach targowych, wszystkim co pozostało ze słynnego Hampi Bazaar (jeszcze do niego później wrócę, bo historia jego zniszczenia zasługuje na wzmiankę).

środa, 23 października 2019

Mysore - Wzgórze Chamundi i nie tylko

Drugiego dnia w Mysore wybieram się zobaczyć coś innego niż tylko pałace z których miasto słynie. Oprócz nich ma ono wiele innych ciekawych rzeczy do zaoferowania. Na pierwszy ogień wybieram Government House, kiedyś rezydencję brytyjskiego gubernatora. Ze swojego hostelu mam do niej bardzo blisko, dosłownie kilka minut drogi. Bardzo ładny parterowy budynek stoi w samym sercu pięknego 20 ha parku. Wstęp jest wolny, więc sporo mieszkańców miasta odwiedza go już z samego rana. Jedni, żeby pospacerować tak jak ja, inni, żeby pobiegać (tak do 8 rano temperatura jeszcze do tego nie zniechęca 😂), albo po prostu posiedzieć na ławeczkach. Rezydencja została zbudowana w 1805 r. w stylu toskańskim. Jej jasne ściany pięknie się komponują z zielenią bujnej roślinności otaczającej rezydencje. Ja byłem bardzo rano, więc jeszcze było zamknięte, ale w ciągu dnia można zobaczyć również część wnętrz.

Rezydencja Gubernatora - główne wejście
 

Rezydencja Gubernatora - wejście do części gościnnej
Główna aleja parku

wtorek, 17 września 2019

Mysore - miasto pałaców..

Po 10-cio godzinnej podróży wysiadam całkiem wypoczęty na dworcu autobusowym w Mysore. Tutaj mała dygresja, bo prawdopodobnie części osób Mysore jest lepiej znane pod dawną nazwą Majsur. Teraz de facto nazwa jeszcze się zmieniła na Mysuru. Ponieważ jednak w mapach Googla z których większość korzysta jest używana nazwa Mysore i tak osobom zainteresowanym najłatwiej będzie je znaleźć, to i ja jej będę używał. Poniżej zaś ilustracja skąd się wzięła nazwa "miasto pałaców". Zaznaczam, że zdjęcie nie jest mojego autorstwa, pochodzi z oficjalnej strony. W czasie gdy ja byłem iluminacja nie działała niestety 😕.

Pałac Mysore (źródło https://www.mysorepalace.gov.in/about_us.html)

Tak więc wracając do tematu wysiadłem na dworcu w Mysore. Jak na Indie nawet całkiem nieźle zorganizowanym. Autobus którym jechałem był naprawdę super wygodny, więc wypoczęty mogłem się udać na poszukiwanie noclegu. Jakoś wyjątkowo nie mogłem znaleźć i zarezerwować wcześniej nic sensownego, więc postanowiłem zdać się na łut szczęścia.

piątek, 6 września 2019

Koczin - miasto chińskich sieci

Po noclegu w Alleppey wstaję z samego rana i jednym z pierwszych autobusów ruszam dalej. Docelowo do Majsuru (Mysore), ale z prawie całodziennym postojem w Koczin. Koczin, to obok Triwandrum największe miasto i port w Kerali. Kiedyś położone głównie na przybrzeżnych wyspach dzisiaj bardzo się rozbudowało, a jego główna, nowa część Ernakulum leży na stałym lądzie. Mnie jednak interesowała głównie najstarsza część, Fort Koczin, położona na wyspie o tej samej nazwie. To właśnie tam stoją słynne chińskie sieci rybackie, które stały się symbolem miasta.

Chińskie sieci - symbol miasta

czwartek, 5 września 2019

E-wiza do Indii - informacje praktyczne.

Ponieważ bardzo wiele osób na różnych forach i grupach do których należę pyta o e-wizę, a bardzo dużo ostatnio się zmieniło postanowiłem napisać osobnego posta z kilkoma informacjami. 
Po pierwsze nie zmienił się adres oficjalnej strony na której można o e-wizę aplikować. Nadal jest to https://indianvisaonline.gov.in/evisa/tvoa.html . Zmienił się natomiast cały układ graficzny strony, więc sporo poradników dostępnych w sieci nie jest aktualna. Obecnie wygląda ona tak:


Strona główna

Znajdziemy tam kilka sektorów, które postaram się kolejno omówić.

Na początek pierwszy sektor zaznaczony na czerwono na poniższym zdjęciu.


Mamy tam cztery zakładki. Kolejno od góry znajdziemy w nich następujące informacje (nie będę omawiał dokładnie wszystkiego, tylko to co najistotniejsze dla polskiego turysty):
1. Znajdziemy tu kilka bardzo podstawowych informacji i lstę krajów, których mieszkańcy są uprawnieni do aplikowania o e-wizę. Dla nas najważniejsza jest informacja, że paszport musi być ważny minimum 6 miesięcy od daty przyjazdu do Indii.