![]() |
| Zachodnia gopura |
środa, 10 października 2018
Maduraj - w świątyni Minakszi
Drugiego dnia w Maduraj miałem tylko jeden cel. Wizytę w świątyni Minakszi, jednej z największych w Indiach do której przybywają tłumnie pielgrzymi z całego kraju. Świątynia pochodzi z XVII w., zajmuje obszar 6 ha, na jej terenie wznosi się 12 wspaniałych gopur pokrytych ogromną liczbą rzeźb. Wnętrza są równie wspaniałe. Jednak dzięki temu, że przeznaczyłem na jej zobaczenie cały dzień nie musiałem się zrywać o świcie. Po śniadaniu spokojnym spacerem, jeszcze w krótkich spodenkach docieram do wejścia w zachodniej gopurze.
Tam jednak uprzedzony po wczorajszej rozmowie ze strażnikami przypinam nogawki, nareszcie się przydały
. Buty zostawiam w przechowalni i idę do właściwego wejścia. Tam jednak okazuje się, że przepisy dotyczące ubioru są bardziej
restrykcyjne niż się wczoraj dowiedziałem. Trzeba też zdjąć skarpetki...
niedziela, 23 września 2018
Maduraj - miasto Minakszi
Ponieważ w Chennaju złapałem wcześniejszy autobus, to do Maduraj dotarłem bardzo rano gdy jeszcze panowały ciemności. Dworzec autobusowy, który niestety jest położony na obrzeżach miasta właściwie jeszcze spał i napotkałem trochę trudności z ustaleniem jak się dostać do centrum. Oczywiście poza tuk tukami i taksówkami, bo tych nigdy nie brakuje. W
końcu jednak prawie jednocześnie podjechało kilka miejskich autobusów i
jeden z konduktorów wyjaśnia sprawę. Ten z numerem 48B okazuje się tym
właściwym, który jedzie na dworzec kolejowy. Jadę na dworzec, bo doba hotelowa zaczyn się dopiero od 10,00, a nie ma
jeszcze 6,00. Gdybym zjawił się tak wcześnie na pewno policzyliby mi za
dwa dni, albo musiałbym się następnego dnia równie rano wymeldować.
Tego akurat przestrzegają skrupulatnie. Na dworcu zaś spokojnie można
się ogarnąć, wygodnie posiedzieć w poczekalni no i jest szybkie, darmowe
wi-fi
.A że hotel w sumie nie jest daleko, to wszystko pasuje. Przed dziewiątą ruszam się z miejsca, godzina to już akceptowalna
różnica. Idę już kawałek, gdy zaczepia mnie gość z tuk tuka. Cenę
proponuje akceptowalną, a mnie trochę bolą plecy po nocy w autobusie. I
wszystko byłoby fajnie, gdyby gość znał adres pod który ma jechać. Ten
oczywiście nie zna i zjeżdża gdzieś w bok pytać kolegów. Na szczęście
internet w telefonie działa, więc trochę wkurzony każę mu zawracać i
jechać tak jak powiem. Wysadza mnie trochę za daleko, ale to już wina
niedokładnej mapy z bookinga, co niestety nie zdarza się pierwszy raz.
Jednak po jakichś 15 minutach krążenia po okolicy hotel udaje się
namierzyć. Ponieważ w Maduraj oprócz głównego celu dla którego przybywają tu
tysiące Hindusów z całego kraju, czyli świątyni Minakszi, nie ma zbyt
wiele do zwiedzania, postanawiam się trochę pobyczyć, pouzupełniać
zapiski itp., a na miasto ruszyć popołudniu. Świątynię bowiem
zostawiam sobie na następny dzień. W tym układzie moim głównym celem
staje się cywilny odpowiednik świątyni w Maduraj, czyli Pałac Tirumala
zbudowany w XVII w. przez Najaków, jedną z dynastii, które kiedyś władały miastem.
Do pałacu docieram po 40 minutach spacerowego krążenia wąskimi uliczkami starego miasta. W jego trakcie towarzyszyło mi dwóch młodych chłopaków, którzy chcieli poćwiczyć angielski. Ale de facto, to ja bardziej ćwiczyłem na nich 😂. No ale dzięki temu nawet się nie obejrzałem kiedy dotarłem do wysokich murów otaczających pałacowy teren. Niestety uliczki, które biegną wokół są równie wąziutkie jak te, którymi dotychczas szedłem i zrobienie jakiegoś sensownego zdjęcia zakrawa prawie na cud. Widać, za to, że budowla jest naprawdę duża.
![]() |
| Pałac Tirumala |
![]() |
| Pałac Tirumala |
sobota, 1 września 2018
Chennaj - od Marina Beach do Kapaliśwar
Trzeciego i ostatniego dnia w Chennaju wstaję z samego rana, bo mam w planie nadrobić to z
czego dwa dni wcześniej zrezygnowałem, czyli popłynąć na połów z
rybakami. Z samego rana, to było około 6,00, więc już przed 7 rano
podążam wzdłuż pustej Marina Beach. W ciągu dnia z bliska, ta olbrzymia
połać piasku robi jeszcze większe wrażenie niż wieczorem. Idąc promenadą nie widać linii brzegu.
Na promenadzie kręcą się jacyś nieliczni ludzie, trafiają się nawet
amatorzy biegania, ktoś inny medytuje na ławeczce, ale generalnie jest
pusto w porównaniu z tłumami, które ciągną tu w środku dnia
. Mijam po drodze pomnik Mahatmy Gandhiego, aż w końcu docieram do rybackiej części plaży.
![]() |
| Marina Beach |
piątek, 24 sierpnia 2018
Na południe od Chennaju - Mahabalipuram
Ponieważ dzień wcześniej nie udało mi się umówić z rybakami na połów postanawiam dzisiaj odwiedzić okolice Chennaju. A dokładnie położone 50 km na południe miasteczko Mahabalipuram, które jest jednym z najstarszych w regionie. Po drodze zamierzam też odwiedzić Madras Crocodile Bank, czyli Park Krokodyli. Jeden z ważniejszych ośrodków rozmnażania tych zagrożonych gadów nie tylko w Indiach, ale i na świecie. Najpierw jednak musiałem się dostać na jeden z dworców autobusowych, który był dosyć daleko od mojego hotelu, a z którego odjeżdżają autobusy do Mahabalipuram. Na szczęście autobus na dworzec odjeżdża z przystanku tuż obok mojego hotelu. Problem w tym, że mają one dość pogmatwane trasy i nie wiadomo w którym kierunku wsiadać. Trzeba pytać konduktora dla pewności. Tyle teorii 😂. Bowiem gdy autobus podjeżdża na pytanie czy dojadę na dworzec T Nagar słyszę "Yes, yes" i dostaję bilet, ale jakoś dziwnie tani. Sprawa za chwilę się wyjaśnia, bo po kilku minutach ląduję na pętli przy nadmorskiej promenadzie. Oczywiście wsiadłem nie w tą stronę, a konduktor chciał być uprzejmy 😀. Przypadkowo wyszło jednak całkiem dobrze. Pętla jest obok domu Vivekanandy, jednego z najbardziej czczonych
hinduskich guru, który i tak chciałem zobaczyć. Dom prezentuje się w gustownym różowym kolorze 😀.
Po chwili okazało się dodatkowo, że z tej pętli jedzie na potrzebny mi dworzec inny autobus o połowę krótszą
trasą niż ten pierwszy. Na dworcu dojechałem przed 10,00, autobus ma być o
równej, więc nie jest źle. Ale po kilkunastu minutach wracam do
rzeczywistości, to przecież Indie. Autobus ostatecznie pojawia się i odjeżdża 10,40. Płacąc proszę
konduktora, żeby mi powiedział gdzie wysiąść, żeby trafić do Parku Krokodyli. Oczywiście słyszę, że nie ma sprawy.
![]() |
| Dom Vivekanandy |
poniedziałek, 20 sierpnia 2018
Chennaj - w stolicy Tamilnadu
Po 14, a nawet 15 godzinach jazdy z Hajdarabadu wysiadłem na głównym dworcu w Chennaju. Stolicy stanu Tamilnadu. Przemieściłem się więc dość daleko na południe, to była najdłuższa trasa jaką pokonałem jednorazowo. Ale nagrodą była przepiękna pogoda, gdy wyszedłem z dworca powitało mnie piękne słońce i 35 stopni, a było mniej więcej wpół do dziewiątej. Miła odmiana po tym jaką ulewą pożegnał mnie Hajdarabad 😀. Do tego byłem całkiem rześki, bo przez tą długą podróż zdążyłem się świetnie wyspać. Nic tylko odkrywać największe miasto południowych Indii. Najpierw jednak musiałem dostać się do swojego hostelu. Na szczęście miałem to dosyć dobrze rozpracowane, więc po tradycyjnym rytuale opędzania się od kilkudziesięciu ryksiarzy doszedłem kilkaset metrów dalej do drugiego lokalnego dworca. Tam sobie spokojnie wsiadłem w pociąg podmiejski (a właściwie powinienem napisać miejski, bo ta linia poza Chennaj nie wyjeżdża), którym podjechałem dwie stacje. A stamtąd już piechotką po 15 minutach spokojnie dotarłem do celu. Znacznie ułatwiły mi to tabliczki z nazwami ulic, które o dziwo w Chennaju są!
Gdy po godzinie już przeszedłem proces zameldowania (do dziś nie wiem po co tyle tych druczków się wypełnia), dostałem pokój i mogłem zostawić plecak przyszedł czas na ruszenie w miasto.
![]() |
| Pociąg podmiejski na lokalnym dworcu (widać przedział tylko dla pań 😀) |
piątek, 17 sierpnia 2018
Hajdarabad - Ćarminar i Pałac Ćoumahalla
Trzeci i ostatni dzień w Hajdarabadzie zaczął się typowo, czyli
deszczowo. Nigdzie jeszcze ten monsun tak się we znaki nie dawał. Ale około południa w
końcu trochę się przejaśnia, więc jadę się zapoznać z nieformalnym
symbolem miasta, Ćarminarem. Przystanek autobusowy mam na szczęście bardzo blisko hotelu, choć patrząc na mapę wydawałoby się, że powinienem jechać w drugą stronę. Wszyscy mnie jednak upewniają, że to ten właściwy, więc postanawiam im zawierzyć. I faktycznie, autobus na początku robi małą pętlę, ale potem jedzie już we właściwą stronę. Wysiadam niedaleko budynku, który jak już wspomniałem wyżej jest nieformalnym symbolem miasta.
Ćarminar, to w rzeczywistości najstarszy w mieście meczet, tyle że o bardzo nietypowej konstrukcji. Powstał z okazji powstania miasta pod koniec XVI w. Jego nazwa oznacza dosłownie
"Cztery wieże", gdyż takowe wznoszą się w każdym jego rogu na wysokość
54 metrów.
![]() |
| Ćarminar |
środa, 1 sierpnia 2018
Hajdarabad - majestatyczna Golkonda
Drugiego dnia w Hajdarabadzie od rana pogoda była jednak łaskawsza i świeciło słońce. Na moje szczęście, bo
wybrałem się do słynnej twierdzy Golkonda, która leży obecnie na
obrzeżu miasta. Słynnej z wielkich bogactw, które zapewniały jedyne w ówczesnym świecie kopalnie diamentów. To właśnie w nich znaleziono między innymi słynnego Koh-i-noor'a, który zdobi obecnie koronę brytyjskich królów. Obecnie kopalnie już są nieczynne, bogactwa dawno zostały wywiezione we wszystkie strony świata, ale budynki i mury twierdzy nadal imponują swoim majestatem.
Kiedyś to ona była główną siedzibą władców i ludności, ale pod koniec
XVI w. została przez większość ludzi opuszczona ze względu na
niedostatki wody z którymi borykała się ciągle rosnąca populacja. Jako
twierdza przetrwała jednak wiek dłużej, aż do chwili gdy po roku
oblężenia zdobył ją cesarz Aurangzeb (syn budowniczego Taj Mahal, żeby
było jaśniej
). Wtedy też ostatni mieszkańcy przenieśli się na tereny dzisiejszego Hajdarabadu. Nie wiem jaki dokładnie teren otaczają zewnętrzne mury, ale autobus którym
dojechałem do głównego kompleksu już sporo wcześniej przejeżdżał przez
ich bramy. Długość tych zewnętrznych murów to ponad 11 km. Można się w nich doliczyć aż 87 baszt, ośmiu bram i czterech mostów zwodzonych. Główna
cytadela jest zbudowana na granitowym wzgórzu o wysokości 120 m (kiedy ja się uwolnię od
tej wspinaczki
).
![]() |
| Golkonda z dołu... |
![]() |
| I z góry |
Subskrybuj:
Posty (Atom)








